Nie napisałam jeszcze zbyt wiele o moim biurze tłumaczeń. Postanowiłam nadrobić to właśnie dzisiaj. Otóż mój interesik prowadzę w Warszawie. Mam biuro na jednej z ulic w Centrum. Wcześniej znajdowało się ono na Bielanach, ale dwa lata temu udało mi się zmienić lokalizację na atrakcyjniejszą.
Na chwilę obecną zatrudniam dwie osoby. Wynika to z faktu, że wraz z rozwojem swojej działalności zaczęłam dostawać coraz więcej zleceń i zdarzało się tak, że miałam problemy z dotrzymywaniem terminów. Ponadto zaczęłam dostawać zlecenia na wyjazdowe tłumaczenia symultaniczne, co sprawiało, że nie mogłam być fizycznie obecna w Warszawie i ponadto uniemożliwiało wręcz wykonywanie tłumaczeń pisemnych.
Wtedy zdecydowałam się na zatrudnienie pierwszego pracownika. Wybór padł na absolwentkę filologii. Dziewczyny wprawdzie nie miała doświadczenia w pracy jako tłumacz, jednak odznaczała się fenomenalną znajomością angielskiego i sumiennością. Wybór okazał się trafny. Od tamtej pory moja pracownica zajmowała się tłumaczeniem niektórych tekstów i pełniła rolę kogoś w rodzaju sekretarki.
Z biegiem czasu zleceń zaczęło przybywać i we dwie powoli przestawałyśmy dawać sobie radę z ogromem tłumaczeń. Musiałam zatrudnić dodatkową osobę. Tym razem poszukiwałam kogoś, kto potrafiłby wykonywać tłumaczenia ustne, w szczególności – symultaniczne. Zatrudniłam więc pana, który sam kiedyś próbował swoich sił jako właściciel biura tłumaczeń, jednak został zmuszony do zamknięcia firmy z powodu braku zleceń. Jest świetnym tłumaczem symultanicznym. W mojej firmie zajmuje się korektą tekstów i, jak zachodzi taka potrzeba, wspiera mnie w tłumaczeniach ustnych.
Jest to blog tłumacza języka angielskiego. Piszę o tym, co uważam za najważniejsze w tym zawodzie - o wszystkich zaletach i wadach tej pracy. Tłumaczenia z angielskiego to moja pasja, którą chcę się podzielić z innymi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biuro tłumaczeń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biuro tłumaczeń. Pokaż wszystkie posty
piątek, 19 sierpnia 2011
piątek, 22 lipca 2011
Problematyka tłumaczenia
Chciałabym podzielić się swoimi przemyśleniami na temat tego, czy w ogóle można dokonać przekładu, który w pełni odzwierciedli intencje osoby mówiącej. Wydaje mi się, że jest to niesłychanie trudne i wymaga od tłumacza perfekcyjnej wręcz znajomości obydwu języków przekładu, oraz wszelkich uwarunkowań kulturowych.
Podam pewien przykład. Po angielsku mówi się: my home is your home. Wiele osób tłumaczy to na polski jako: Bóg w dom - gość w dom. Może i jest to dobre w przypadku tłumaczenia rozmowy biznesmenów, czy jakiejś powieści. Ale jak to się ma w wypadku wypowiedzi dyplomaty? Jak wiemy w świecie dyplomacji każde słowo ma znaczenia - w końcu dyplomata, to człowiek, który dwa razy pomyśli zanim nic nie powie...
W takim wypadku tłumacz powinien dobrze się zastanowić zanim dokona tłumaczenia. Prowadząc swoje biuro tłumaczeń zawsze starałam się zwracać uwagę na takie smaczki. Jednak nie jest to łatwe, a nawet jest wybitnie trudne w przypadku tłumaczeń ustnych, gdzie ma się ułamki sekund na zastanowienie.
No nic, staram się zawczasu wyłapywać takie pułapki i być przygotowaną na wybrnięcie z nich. Może dzięki temu jeszcze jakoś się trzymam w branży tłumaczeń....?
Podam pewien przykład. Po angielsku mówi się: my home is your home. Wiele osób tłumaczy to na polski jako: Bóg w dom - gość w dom. Może i jest to dobre w przypadku tłumaczenia rozmowy biznesmenów, czy jakiejś powieści. Ale jak to się ma w wypadku wypowiedzi dyplomaty? Jak wiemy w świecie dyplomacji każde słowo ma znaczenia - w końcu dyplomata, to człowiek, który dwa razy pomyśli zanim nic nie powie...
W takim wypadku tłumacz powinien dobrze się zastanowić zanim dokona tłumaczenia. Prowadząc swoje biuro tłumaczeń zawsze starałam się zwracać uwagę na takie smaczki. Jednak nie jest to łatwe, a nawet jest wybitnie trudne w przypadku tłumaczeń ustnych, gdzie ma się ułamki sekund na zastanowienie.
No nic, staram się zawczasu wyłapywać takie pułapki i być przygotowaną na wybrnięcie z nich. Może dzięki temu jeszcze jakoś się trzymam w branży tłumaczeń....?
środa, 6 lipca 2011
Własne biuro tłumaczeń
W Polsce jest tak, że żeby zarobić pieniądze to trzeba mieć pomysł, energię by go zrealizować, oraz mnóstwo czasu na bieganie po urzędach...
Na szczęście moja koleżanka została księgową i pomogła mi w założeniu firmy, a potem - w prowadzeniu księgowości. Postanowiłam, że na początku będę prowadzić swoją działalność za pośrednictwem Internetu. Pomogło mi to znacząco zmniejszyć koszty.
Dodawałam ogłoszenia w licznych portalach pośredniczących między osoby zlecającymi prace, a wykonawcami. Już po kilku dniach dostałam pierwsze zlecenie dotyczące tłumaczenia na angielski strony Internetowej. Nie było to nic wielkiego, ale zawsze to coś.
Potem pojawiło się jeszcze kilka zleceń tego typu, ale zysk po pierwszym miesiącu nie należał do oszałamiających. Niemniej te kilkaset złotych pozwoliło mi na stworzenie strony internetowej - moje biuro tłumaczeń zaistniało w sieci!
Z każdym tygodniem przybywało zleceń. Klienci byli zadowoleni i polecali moje usługi - marketing szeptany jest jedną z najskuteczniejszych form reklamy.
Klienci byli do tego stopnia zadowoleni, że pojawiły się popyt na nowe formy tłumaczeń...
Na szczęście moja koleżanka została księgową i pomogła mi w założeniu firmy, a potem - w prowadzeniu księgowości. Postanowiłam, że na początku będę prowadzić swoją działalność za pośrednictwem Internetu. Pomogło mi to znacząco zmniejszyć koszty.
Dodawałam ogłoszenia w licznych portalach pośredniczących między osoby zlecającymi prace, a wykonawcami. Już po kilku dniach dostałam pierwsze zlecenie dotyczące tłumaczenia na angielski strony Internetowej. Nie było to nic wielkiego, ale zawsze to coś.
Potem pojawiło się jeszcze kilka zleceń tego typu, ale zysk po pierwszym miesiącu nie należał do oszałamiających. Niemniej te kilkaset złotych pozwoliło mi na stworzenie strony internetowej - moje biuro tłumaczeń zaistniało w sieci!
Z każdym tygodniem przybywało zleceń. Klienci byli zadowoleni i polecali moje usługi - marketing szeptany jest jedną z najskuteczniejszych form reklamy.
Klienci byli do tego stopnia zadowoleni, że pojawiły się popyt na nowe formy tłumaczeń...
Studia
I tak trafiłam do Poznania. Studia przyniosły mi wiele satysfakcji, chociaż były czasem ciężkiej pracy. Noce spędzone na nauce i lekturze książek nie należały do rzadkich. Czasu na imprezy i spotkania ze znajomymi było naprawdę mało.
Jednak jak patrzę na to wszystko z perspektywy czasu, to cieszę się że udało mi się znaleźć w sobie wystarczająco dużo energii i zapału, aby skupić się na nauce. Muszę przyznać, że byłam jedną z najlepszych osób na roku i ukończyłam studia z wyróżnieniem.
Te pięć lat, które poświęciłam na dogłębne przestudiowanie angielskiego sprawiło, że bez każde biuro tłumaczeń było skłonne mnie zatrudnić.
Wprawdzie angielski to moja główna pasja, jednak nie po to się przecież uczyłam tego języka przez tyle lat, żeby teraz pracować dla innych. Doszłam do wniosku, że własna agencja tłumaczeniowa będzie czymś, co pozwoli mi zarówno oddawać się pasji, jaką są tłumaczenia, oraz sprawi, że będę to mogła przekuć na realne pieniądze.
Jednak jak patrzę na to wszystko z perspektywy czasu, to cieszę się że udało mi się znaleźć w sobie wystarczająco dużo energii i zapału, aby skupić się na nauce. Muszę przyznać, że byłam jedną z najlepszych osób na roku i ukończyłam studia z wyróżnieniem.
Te pięć lat, które poświęciłam na dogłębne przestudiowanie angielskiego sprawiło, że bez każde biuro tłumaczeń było skłonne mnie zatrudnić.
Wprawdzie angielski to moja główna pasja, jednak nie po to się przecież uczyłam tego języka przez tyle lat, żeby teraz pracować dla innych. Doszłam do wniosku, że własna agencja tłumaczeniowa będzie czymś, co pozwoli mi zarówno oddawać się pasji, jaką są tłumaczenia, oraz sprawi, że będę to mogła przekuć na realne pieniądze.
Subskrybuj:
Posty (Atom)